środa, 21 lipca 2010

1416 osób spełniło obywatelski obowiązek

Już po wszytkim. Dobrze znamy wynik wyborów. A tak wyglądała II tura wyborów prezydenckich w Hurghadzie. Głosowało wówczas 1416 osób. Kolejka przed siedzibą Obwodowej Komisji Wyborczej nr 50 była od rana aż do 21:00 czasu lokalnego.

Dla wielu Polaków spędzających na Wybrzeżu Morza Czerwonego wczasy udział w wyborach był atrakcją turystyczną. Dlatego biura podróży organizowały tego dnia wycieczki po Hurghadzie (city tour), których punktem kulminacyjnym była wizyta w Agape Clinic, czyli siedzibie komisji wyborczej. Polacy docierali również do tego punktu indywidualnie - taksówkami lub korzystając ze specjalnego mikrobusu, który co godzinę dowoził turystów z Mc Donalda w Sakkali do miejsca wyborów.

Aby oddać głos niektórzy czekali godzinę, a nawet dłużej. A dzień był bardzo upalny! Podziwiam wytrwałość naszych rodaków i przyznaję plusy za tak liczne przybycie. Pan konsul,Krzysztof Smyk, aby umożliwić wszystkim zainteresowanym spełnienie obywatelskiego obowiązku przedłużył głosowanie o 1 godzinę. Autorem zdjęć jest Barbara Wesołek.





niedziela, 11 lipca 2010

Owoc kaktusa, czyli opuncja

Ojczyzną opuncji zwanej również figą indyjską jest Meksyk, lecz ze wzgledu na smaczne owoce uprawiana jest także w wielu innych krajach o ciepłym klimacie. Owoce opuncji zawierają wiele składników, zwłaszcza wapń, fosfor i witaminę C. Pod grubą skórą znajduje się żółto-pomarańczowy miąż z jadalnymi czarnymi nasionami. Owoc ma słodkawy i aromatyczny smak. Jedzenie go orzeźwia w letnie upalne dni.

W Egipcie te pyszności nazywa się tin szuki i kupić je można od ulicznych sprzedawców tylko w lipcu. Egipcjanie zrywają je z dziko rosnących lub pełniących funkcję żywopłotu krzewów. Cena wynosi od 50 PT do 1 LE za sztukę. Sprzedawcy obieraja nożem owoce ze skórki i podają je klientom, którzy jedzą tin szuki na miejscu.

Wg mnie niebo w gębie!!!!!!!!!!!!!




Autorem zdjęcia jest Barbara Wesołek.

niedziela, 27 czerwca 2010

Nie kupujesz powinieneś przeprosić sprzedawcę


Każdy turysta wie, że w Egipcie trzeba się targować. Natomiast sami Egipcjanie, w dużych obiektach handlowych, raczej nie próbuja negojcować cen i płaca tyle ile żąda ekspedient lub ile wynosi cena napisana na towarze.

Jeśli idą na zakupy, to z góry wiedzą, co dokładnie chcą kupić i wybierają się do konkretnego sklepu. Gdy ktoś nie ma pieniędzy albo jeszcze nie zdecydował się na określony zakup, to w ogóle nie odwiedza sklepów.

W tej kulturze niegrzecznie jest wejść, np. do butiku , przerwać sprzedawcy właśnie wykonywane czynności (takie jak np.: gra na komputerze, rozmowa przez telefon, picie herbaty lub palenie papierosa) i wymuszać swoją obecnością, aby wstał z krzesła, wszedł na drabinkę, zdejmował rzeczy z górnych półek oraz prezentował towar, a później nic nie kupić! W mentalności egipskich sprzedawców klient w sklepie = zakup.

Mój mąż, który jest Egipcjaninem nie lubi chodzić ze mną na zakupy. Bo ja mam nietutejsze podejście do kupowania. Oglądam dokładnie,a w jego odczuciu za długo, rzeczy, które mnie interesują, porównuje ceny danego towaru w różnych sklepach, grymaszę i domagam się zniżki, gdy zauważę jakiś drobny defekt. Ale przede wszystkim zawsze się targuję. Egipcjanie tak się nie zachowują!

Najbardziej denerwuje mnie, gdy zauważam jakąś usterkę w produkcie, a sprzedawca bagatelizuje to i nakłania mnie mimo wszystko do zakupu mówiąc, że to nie jest problem. Opuszczam wtedy sklep. A co wtedy robi mój mąż? Otóż w trosce o dobre samopoczucie sprzedawcy najczęściej kupuje jakiś drobiazg lub przeprasza obsługującego nas pana lub panią słowami maleszi (przepraszam) albo ana asyf (również przepraszam).

Ja nie widzę powodu, aby przepraszać ekspedienta, a tym bardziej kupować byle co. W końcu to moje pieniądze i ja decyduję na co chcę je wydać. Mam rację czy nie?